wtorek, 25 września 2018

Rozdział 4.


Brązowowłosa zaprowadziła mnie do celi Hooka, a sama poszła do biblioteki tak, jak ją o to poprosiłam. Miałam nadzieję, że uda jej się znaleźć coś o podróżach w czasie, bo nie wierzyłam, że jedynym sposobem na powrót była rożdżka.
Otworzyłam metalowe drzwi i poczułam, jak ktoś się na mnie rzuca. Jednak byłam na to gotowa, więc odepchnęłam go jednym machnięciem ręki. Wylądował na miękkim sianie, więc tym razem miał szczęście.
-Niezła sztuczka, piękna – powiedział i próbował wstać, ale przytrzymałam go z pomocą magii. Warknął i spojrzał na mnie spode łba. – Zazwyczaj lubię, kiedy kobieta ma nade mną kontrolę, ale to nie jest jeden z tych przypadków. Przynajmniej tym razem nie nabiłaś mi kolejnego siniaka, kochanie.
-Przepraszam, ale gdyby nie ja już dawno byłbyś martwy.  Rumple niezbyt za tobą przepada – odpowiedziałam, patrząc na jego spuchnięte czoło. Zobaczyłam w jego oczach pragnienie zemsty na wspomnienie o Mrocznym i tylko miałam nadzieję, że nie skończy się to źle.
-Krokodyl dostanie to, na co zasłużył. A tymczasem, może powiesz mi, gdzie jesteśmy?
-W jego zamku, Hook.
-Wprost wybornie – odwarknął pirat. Potem jego twarz wykrzywił uśmiech. – A więc jednak to ty. Tak myślałem, że ulegniesz mojemu urokowi i wrócisz na drugą noc, kochanie. Skoro ty znasz moje imię, teraz ja poznam twoje? – zapytał i zmrużył oczy. Musiałam przyznać, że zdecydowanie łatwiej rozmawiało mi się z nim, gdy był pijany i nachalnie ze mną filrtował.
- Mów mi Leia.
- Piękne imię dla pięknej kobiety – odparł i puścił do mnie oczko. Myliłam się, nadal ze mną flirtował. Jednak przebywałam z nim tak długo, że byłam już do tego przyzwyczajona. Uśmiechnęłam się do niego i kontynuowałam.
-Masz w sumie dwie opcje, Hook. Albo siedzisz tu do wieczora, albo ładnie się zachowujesz, idziesz ze mną do biblioteki i mi pomagasz. Którą wybierasz?
-Zawsze tam gdzie ty, piękna.
A więc dołączyliśmy do Belle.
•••

Biblioteka była ogromna i wyglądała zupełnie jak ta z filmu. Pamiętam, jak oglądałam go razem z innymi dziećmi w sierocińcu i marzyłam, by posiadać tyle książek.
Po godzinach poszukiwań i wielu próbach flitru ze strony Hooka, Belle coś znalazła.
Naszyjnik Amarindy. Zdolny przenieść w dowolne miejsce o dowolnym czasie. Tego właśnie potrzebowałam.
-Nie byłbym tak pewny tego urządzenia, kochanie. Książka opowiada o magicznych artefaktach, których nikt nigdy nie odnalazł. Naprawdę myślisz, że akurat ty go znajdziesz? – zapytał z powątpieniem pirat. Spojrzałam na niego z determinacją i odpowiedziałam:
-Nie mam innego wyboru.
-Jeśli tak mówisz, to chętnie ci pomogę w poszukiwaniach. Mam statek, załogę i jedną rękę. Na dodatek wkrótce zrozumiesz, że można się ode mnie uzależnić. Więc jak będzie, zaryzykujesz? – zapytał z uśmiechem.
Chętnie odpowiedziałabym nie, bo wiedziałam, jaki Hook potrafił być, ale wiedziałam też, że sama nie dam rady, a on jest moja najlepszą opcją.
- Obym tego nie żałowała.

Rozdział 3.


Mroczny nie przerwał mi ani razu, cierpliwie słuchając mojej historii. Jedynie jego przenikliwe spojrzenie oczu jaszczurki przypominało mi, że nie rozmawiam z Goldem.
-Wtedy przeniosłeś nas do twojej krypty, w której trzymasz najbardziej niebezpieczne przedmioty. Miałam różd….
-Agrhhh...
Gwałtownie odwróciłam głowę w stronę, z której dobiegł ten dziwny dźwięk. Okazało się, że mój cios nie starczył na długo. Zanim Rumple zdążył jakkolwiek zareagować na obudzenie się nieproszonego gościa, wstałam i podeszłam do Hooka, który właśnie odkrył malowniczego siniaka na swoim czole. Gdy stanęłam przed nim, podniósł głowę i dopiero teraz zdał sobie sprawę, że nie jest już w lesie. Obejrzał się, a gdy jego wzrok napotkał Mrocznego, jego twarz wykrzywiła nienawiść. Westchnęła i z braku opcji znowu uderzyłam go, nim cokolwiek zrobił. Mogłam poprosić, żeby Gold go unieruchomił, ale nie ufałam mu. Ciało pirata znowu z łoskotem opadło na twardą podłogę. Skrzywiłam się i ruszyłam ku krzesłu.
-Widzę, że umie sobie pani radzić z problemami, panno…- powiedział Mroczny i zakończył pytająco. Nie byłam pewna, czy powinnam podawać mu moje prawdziwe imię, więc użyłam przezwiska, do którego już się przyzwyczaiłam.
-Nazywam się Leia- odrzekłam i usiadłam.
-Na pewno nie, ale nie będę dociekał. Może pani kontynuować, panno Leio.
-Miałam różdżkę, więc po tym jak odzyskałam magię, otworzyłam portal. Killian razem z MIlah już przez niego przeszli, gdy pojawił się pan. Zatrzymał mnie pan, żeby spytać o Neala i zanim mnie pan puścił, portal się zamknął, a pan wypił eliksir i zniknął razem z różdżką. Więc potrzebuję pańskiej pomocy. Potrzebuję tą różdżkę.
-Neala? – zapytał mój rozmówca z konsternacją.
-Pańskiego syna.
-Odnajdę go?
-Tak. – Tym razem, nie wahałam się z odpowiedzią, a Gold mi uwierzył.
-Dobrze, jestem w stanie ci pomóc. Ale co z nim? –zapytał Rumpelstiltskin i wskazał na Hooka.
-Nie może mnie pamiętać. Musi dostać eliksir – Mroczny wstał i skierował się do szafki, która wisiała za nim na ścianie. Otworzył ją i chwilę przeglądał, po czym zaczął szukać czegoś w komodzie, która stała obok. Wyciągnął różdżkę i usiadł naprzeciwko mnie. Zachichotał pod nosem, po czym rzekł:
-Zdaje się, że z eliksirem będzie lekki problem, skończyły mi się składniki. Chyba w takim razie będę musiał go zabić…
-Nie! – krzyknęłam, przybliżając się do bezwładnego ciała pirata. – Nie. Hook jest nam potrzebny, a poza tym ty również potrzebujesz tego eliksiru. Ile zajmie ci zgromadzenie składników?
-Ehh… Co najmniej parę godzin. Może dobę – odpowiedział zniechęcony, obracając różdżkę w dłoniach.
-Obiecaj, że puścisz go wolno po tym, jak o wszystkim zapomni. Pamiętaj, że jest częścią przyszłości, w której odnajdujesz syna.
-Zgoda, złotko. Ale lepiej, żeby nie wchodził mi w drogę.
To powiedziawszy Rumple machnął ręką, a Hook zniknął w chmurze czarnej mgły.
-Spokojnie. Przeniosłem go tylko do celi, żeby nie zrobił sobie krzywdy.
-Dobrze – mruknęłam i wyciągnęłam rękę po różdżkę. Mrocznemu zaświeciły się złowrogo oczy, gdy mi ją podawał, i zaklaskał, jakby był podekscytowany. Zignorowałam to i skupiłam się. Chciałam jak najszybciej znaleźć się we właściwym czasie.
Pomyślałam o Henrym, który czekał na mnie w Storybrooke, gotowy zostać tam na zawsze ze swoją rodziną.
Poczułam jak magia przemyka przez moje ciało i koncentruje się w dłoni, w której trzymałam magiczny przedmiot. Następnie skupiłam tą magię, by zasiliła różdżkę tak, jak ostatnio.
Jednak nie udało się. Różdżka odepchnęła moją moc, a ja poleciałam do tyłu i upadłam na plecy. Nie rozumiałam, czemu to nie zadziałało. Rumpelstiltskin chyba także, ponieważ przestał się uśmiechać i wyglądał na zmartwionego.
-Spróbuj jeszcze raz – powiedział i znowu odchylił się na krześle.
Próbowałam jeszcze wiele razy, ale efekt zawsze był taki sam. Miałam dość. Nie mogłam dostać się do Storybrooke,  a już na pewno nie mogłam zostać tutaj.
-Jakieś inne pomysły? – zapytałam Mrocznego, jednak ten wydawał się być już niezainteresowany moim dalszym losem.
-Wrócę wieczorem – powiedział i zniknął w mgle.
Mogłam się tego spodziewać. Przecież nie obchodzi go to, czy wrócę do siebie. Jestem dla niego kolejnym problemem.
-Przepraszam, mogę ci w czymś pomóc? Gdzie jest Rumple? –odwróciłam się w stronę, z której dochodził głos, chociaż od razu go rozpoznałam. Może jeszcze nie wszystko stracone.
-Belle, jak dobrze cię widzieć. Mroczny wróci za parę godzin, a ja potrzebuje twojej pomocy.

niedziela, 25 września 2016

Rozdział 2.

Odwróciłam się od bezwładnego ciała pirata i rozprostowałam palce prawej ręki. Musiałam działać szybko, a oszołomienie było jedynym sposobem, by powstrzymać go od ponownego rzucenia się na Mrocznego, którego twarz wyrażała teraz jeszcze większe zaciekawienie. Mnie z kolei zastanawiało, czemu Hook chciał go zaatakować, gdy wiedział, że nie miał najmniejszych szans. Zawsze myślałam, że mimo wszystko jest bystry, może nawet mądry, ale najwyraźniej dużo musiało się zmienić do naszego pierwszego spotkania. Odwróciłam się do Golda i odkryłam, że zdążył się przybliżyć do mnie na niebezpieczną odległość wyciągnięcia ręki.
-Widzę, że częściowo rozwiązałaś mój jeden problem, ale nadal pozostajesz ty- wskazał  na mnie swoim placem, pokrytym zielonkawą, chropowatą skóra, prawie dotykając mojej twarzy. Wiedziałam, jakie pytanie zaraz padnie, ale i tak z trudem wydusiłam z siebie odpowiedź.- Co niby wiesz o moim synu?
-Jego imię to Baelfire. Planujesz rzucić klątwę, aby go odnaleźć- postanowiłam dokładnie odtworzyć naszą rozmowę sprzed kilku dni. Jeśli wtedy mi zaufał, teraz też to zrobi. Znając jego dalsze pytania, nie miałam zamiaru marnować czasu. -Nie, nie jestem żadną czarownicą. Jestem tą, która łamie klątwę. Jestem owocem prawdziwej miłości. Twój plan się uda. Klątwa zostanie rzucona, a ja ją złamię. Przybyłam z przyszłości.
Mroczny zdawał się powoli analizować każdą z moich odpowiedzi, przy czym zamarł z uniesionymi rękoma. Po chwili spojrzał na mnie podejrzliwie i spytał:
-Czy my… czy my kiedyś przeprowadzaliśmy podobną rozmowę?
-Tak, ale wypiłeś eliksir, który sprawił, że o tym zapomniałeś. Mogę ci wszystko opowiedzieć, jeśli tylko przyrzekniesz, że go nie skrzywdzisz- powiedziałam i wskazałam na Hooka. Na jego twarzy zdążył już powstać piękny, duży siniak. Wiedziałam, że proszę Mrocznego o dużą przysługę, zważając na ich relacje w tych czasach, ale nie mogłam go tutaj po prostu zostawić.
-Taak. Widzisz to będzie trochę trudne. Nasza historia nakazuje mi od razu sprawić mu najboleśniejszą ze śmierci…
-Ale chyba wolałbyś nie mieszać w kontinuum czasoprzestrzennym?
Rumpelstiltskin wodził wzrokiem ode mnie do swojego odwiecznego wroga, który był teraz taką łatwą zdobyczą. Rozważał moją propozycję bardzo niechętnie, ale w końcu na nią przystał.
-Niech ci będzie. Pirat może żyć. Na razie. I jeśli pozwolisz, przeniesiemy się do bardziej ustronnego miejsca od tego lasku- powiedział, a ja kiwnęłam głową.  Mężczyzna machnął rękoma i zamienił nas w kłęby dymu. Mimo że widziałam wiele razy jak to robi, nagle zastanowiło mnie z jaką łatwością może przywołać do siebie magię. Może miało to związek z posiadaniem mroku w sercu, z którym była połączona magia, ale przecież Regina równie dobrze radziła sobie w tej sztuce, a to on ją uczył. Postanowiłam, że później go o to spytam, jeśli będę miała trochę czasu przed powrotem do Storybrooke.
 Na szczęście podróże w przestrzeni były bezbolesne, jeśli to nie ty korzystasz z magii, więc bezpiecznie zmaterializowaliśmy się w wielkiej sali, która stanowiła salon w zamku Mrocznego. Była obwieszona gobelinami, a wszystkie okna były otwarte, więc mogłam podziwiać niesamowity zachód słońca. Nagle usłyszałam głośny huk. To bezwładne ciało pirata ciężko uderzyło o drewnianą podłogę. Podejrzewałam, że dzisiejszy dzień nie skończy się dla niego tylko jednym siniakiem. Skrzywiłam się, ale  na razie nie miałam zamiaru się nim przejmować, póki był nieprzytomny. Miałam przed sobą rozmowę z Goldem, która musiała przebiec dokładnie według mojego planu.
Odwróciłam spojrzenie od Hooka i rozejrzałam się po sali. Zauważyłam, że Rumple usiadł już przy długim stole, który stał pod oknami i gestem wskazuje im krzesło naprzeciwko niego. Gdy już na nim usiadłam, mężczyzna skinął głową, oparł łokcie na stole i połączył palce.
-Teraz możesz mi wszystko opowiedzieć. Najlepiej od samego początku.
Tak też zrobiłam.



∞∞∞

••• - większy odstęp czasowy 
▲▲▲ - zmiana narratora
∞∞∞ - koniec rozdziału

sobota, 9 lipca 2016

Rozdział 1.

Nie spodziewałam się, że szybko znajdę wyjście z krypty, jeśli takowe w ogóle istniało. Po dokładnych oględzinach dolnego poziomu nie zauważyłam nawet schodów, umożliwiających przedostanie się na wyższe piętra. Pozostała mi tylko wspinaczka, która nie była ani komfortowa, ani łatwa, zważywszy na to, że miałam na sobie jeansy i skórzaną kurtkę.
 Gdy dotarłam do pierwszej kondygnacji, spostrzegłam, że nie panuje tu taki bałagan, jak na dole. Półka była wąska, a sufit prawie dotykał czubka mojej głowy. Na ścianach były zawieszone pochodnie, które nie dawały ani światła, ani ciepła, wręcz przeciwnie. Sprawiały wrażenie jakby zabierały jasność z krypty, mimo że intensywnie płonęły. Na środku każdej ze ścian znajdowały się kraty, za którymi występował mrok. Postanowiłam nie sprawdzać, co tkwi w środku, ponieważ pamiętałam słowa Mrocznego. Trzymał tam magię, której nawet on sam się bał, więc rozsądnie by było, gdybym ja też trzymała się od niej z daleka.
Penetrowałam każde piętro w poszukiwaniu czegokolwiek, co mogłoby mi pomóc. Nie byłam do końca pewna, na co mam zwracać uwagę, lecz na ostatniej półce zobaczyłam coś, co sprawiło, że moja nadzieja powróciła. Przede mną stały masywne drewniane drzwi. Wątpiłam, żeby było to wyjście z krypty, lecz nagle poczułam dziwną potrzebę, żeby je otworzyć. Pragnienie to było tak silne, że chwyciłam za klamkę i mocno szarpnęłam. Widok okazał się być bardziej przerażający niż ciemność za kratami.
Za drzwiami znajdował się dziecięcy pokój. Na środku ustawione było piękne, obite niebieską skóra łóżeczko, nad którym zawieszone były kryształowe jednorożce, odbijające nawet najmniejsze promienie świetlne, rzucając tęczowe cienie na ściany. Ozdobny, kolorowy dywan pokrywał większość podłogi, a na nim porozrzucane były różnorakie pluszowe zabawki. Wyjście na balkon zdobiły barwne witraże, a sklepienie, podtrzymywane przez kolumny, przypominało letnie niebo. W lewym kącie komnaty znajdowała się magiczna szafa, która nadal promieniowała mocą. Nagle przypomniałam sobie, że znam ten pokój. Ostatni raz gdy go widziałam był zniszczony, zawalony gruzami zamku i w niczym nie przypominał tego, na co teraz spoglądałam. Teraz był jasny. Za jasny. Zdawało mi się, że im dłużej będę na niego patrzeć, tym większą dziurę pozostawi w moim sercu. To pomieszczenie przypominało mi o wszystkim, czego nie doświadczyłam. W tamtym życiu byłabym księżniczką. Z rodzicami, którzy nigdy by mnie nie opuścili.
Nagle usłyszałam śmiech dziecka i wydawało mi się, że coś poruszyło się w kołysce. Chciałam do niej podejść, lecz z sufitu zaczęła wypełzać strużka czarnego jak smoła dymu. Przyglądałam jej się przez chwilę. Wołała mnie. Chciała, żebym podeszła. Żebym jej dotknęła. Zrobiłam jeden krok naprzód, ale coś mnie oślepiło. Światło wpadające do pokoju przez otwarte drzwi balkonowe odbiło się od jednego z jednorożców i trafiło mnie w oko. Odwróciłam wzrok od kryształu i zmrużyłam oczy. Gdy znów spojrzałam na ciemną mgłę, ogarnęła mnie nienawiść. Do moich uszu znów doszedł śmiech, tym razem dorosłych osób. Zaczęłam się cofać, a dym przesuwał się szybciej w moją stronę. Szybko zatrząsnęłam drzwi i oparłam się o nie. Uczucie nienawiści zaczęło słabnąć, lecz zdałam sobie sprawę, że wcale nie było ono skierowane do niewyjaśnionej ciemności. Ono dotyczyło moich rodziców.
Przed kilkoma godzinami nie mogłam się doczekać spotkania z nimi, ale teraz wcale za nimi nie tęskniłam. W mojej głowie znowu pojawiły się pytania. Czy mogę im zaufać, że mnie tym razem nie porzucą? Ludzie zostawiali mnie przez całe moje życie. Neal, Mary Margaret, David… Co sprawi, że tym razem będzie inaczej? Mimo że nienawiść już mnie opuściła, pytania zostały, kłębiąc się w moim umyśle. Po chwili przyszły też odpowiedzi. Nie będzie inaczej, znów mnie porzucą. Zostawią zupełnie samą. Ale tym razem będę miała Henry’ego. Wyjadę z nim do Nowego Jorku i tym razem naprawdę zaczniemy od nowa. Tym razem nikt mnie nie porzuci, ja porzucę ich.
Lecz nadal muszę dostać się do Golda, więc zostawiłam te myśli i skupiłam się na swoim zadaniu. Teraz moją jedyną szansą na wydostanie się z krypty była moja magia. Magia zawsze ma swoją cenę, ale musiałam zaryzykować.
Skupiłam się i zamknęłam oczy. Poczułam moc budzącą się w moim ciele, lecz była za słaba, żeby się wydostać. Zmarszczyłam czoło, zacisnęłam pięści i przypomniałam sobie, czego nauczyła mnie Regina. Instynkt lub silne emocje pomogą. Mój instynkt był w tej sytuacji za słaby, zostały uczucia. Skupiłam się na złości, którą przed chwilą czułam i w końcu to uczucie wypełniło mnie całą.  Przeszłość zawsze będzie mnie prześladować, ale daje mi również siłę. Mimowolnie jeszcze jedna łza stoczyła się po moim policzku, zanim zorientowałam się, że moje otoczenie się zmieniło. Znajdowałam się w gęstym lesie. Korony wysokich drzew przysłaniały niebo, ale wiedziałam, że jest jeszcze dzień. Słyszałam głosy rozmów dobiegające z nieopodal.
Zakręciło mi się w głowie i musiałam usiąść. Zdałam sobie sprawę, że od wielu godzin nie miałam nic w ustach, a na dodatek transportowanie się jest bardziej wykańczające niż rozpalenie ogniska czy odbudowanie mostu. Oparłam głowę na zimnej korze i szybko stworzyłam plan działania. Musiałam znowu ukraść ubrania oraz trochę jedzenia i może jakąś broń, na wypadek gdyby komuś przyszło do głowy mnie atakować. Oddychałam głęboko, skupiając się na wyrównaniu pulsu, żeby po chwili wstać bez zawrotów głowy. Następnie skierowałam się w stronę, z której dobiegały dźwięki, świadczące o obecności ludzi.

•••

Tym razem udało mi się zdobyć wygodniejszą suknię. Miała podobny krój do poprzedniej, lecz sznurowany gorset nie zaciskał się tak mocno na moich żebrach, a spódnica była jakby lżejsza, mimo że nadal zajmowała dużo miejsca. Oprócz białych koronek, które zwieńczały średniej długości rękawy, cały strój był zrobiony z ciemnobordowego materiału, który kontrastował z moimi blond włosami. Całość dopełniała ciemnobrązowa peleryna z kapturem. Próbowałam również znaleźć jakiś miecz lub chociaż sztylet, na pistolet nie miałam co liczyć, lecz nic takiego nie leżało pośrodku wioski, czekając aż je zauważę. Kradnąc ubrania podsłuchałam rozmowę dwóch kobiet o targu przy porcie. Tam postanowiłam spróbować swojego szczęścia w znalezieniu broni oraz jedzenia. Wodę podkradłam z jednego z wiader, wyciągniętych ze studni. Nie smakowała jak ta butelkowana i była mętna, ale miałam nadzieję, że się nią nie zatruję.
Droga nie była długa, lecz ścieżką, którą szłam, przechodziło wiele osób, więc często musiałam ukrywać się pośród drzew. Samotna kobieta wędrująca pośrodku lasu nie mogła czuć się bezpiecznie, szczególnie jeśli nie mogła być przez kogokolwiek zauważona. Gdy w końcu dotarłam do celu, schowałam wszystkie włosy, tak by nie było ich widać. Ich kolor był dość wyrazisty, a ja nie chciałam zwracać na siebie większej uwagi. Nikt nie mógł mnie ujrzeć, dopóki nie zniekształcało mnie żadne zaklęcie. Na szczęście niedługo nie będę już musiała się tym przejmować, gdy Gold pomoże mi wrócić do teraźniejszości. Trzymając się tej myśli, stanęłam na skraju lasu i przyjrzałam się targowisku.
Mimo że, jak się okazało, słońce chyliło się już ku zachodowi, nadal przebywało tu dużo ludzi. W powietrzu unosił się zapach ryb, a w oddali zobaczyłam kilka prowizorycznych łódek. Stragan nie zajmował wiele miejsca, więc gdy zaczęłam przeciskać się w tłumie, ledwie mogłam oddychać, częściowo utrudniał to mój ubiór. Gdy odnalazłam stanowisko z owocami, które były jeszcze zdatne do zjedzenia, zakręciłam się wokół niego i niepostrzeżenie schowałam kilka owoców do kieszeni zrobionej z mojej skórzanej kurtki, która zawiązałam w talii tak, by nie było jej widać. Szczęśliwie jej kolor częściowo pokrywał się z kolorem sukni, więc nie było to trudne, tak samo jak kradzież. Miałam dobrych nauczycieli. Poza tym moje zadanie było na dodatek ułatwione, bo w Zaczarowanym Lesie nie było kamer ani ochrony, a straganiarze musieli radzić sobie sami.
 Napchałam moją kieszeń do pełna i powoli wycofałam się z centrum zgiełku. Idąc, zaczęłam rozglądać się za bronią, nadal zwieszając głowę jak najniżej się dało.

▲▲▲

-Smee! Smee! –krzyknąłem, mrużąc oczy, gdy wychodziłem na pokład Jolly Rogera.
-Tak, kapitanie? –zapytał przysadzisty mężczyzna, zdejmując swoją idiotyczną czerwoną czapkę i ukazując łysiejącą głowę.
-Powiedz mi, czemu twój kapitan obudził się, mimo że słońce dopiero zaczyna zachodzić?
-Ja… Ja nie wiem, kapitanie –odpowiedział Smee i zaczął nerwowo bawić się nakryciem głowy, spuszczając wzrok.
-Ponieważ byłeś na tyle głupi, żeby kazać tym szczurom walić miotłami w pokład! I patrz się na mnie, kiedy do ciebie mówię –trzepnąłem go po głowie i przeszedłem na dziób statku. Mężczyzna podążył za mną i przystanął z tyłu.
-Czy wszystko już gotowe do wypłynięcia? –spytałem, wpatrując się w ocean, którego leniwe fale kołysały lekko statkiem.
-Prawie, kapitanie. Mamy pewne braki w żywności i właśnie mieliśmy je uzupełnić na targu… -odwróciłem się do niego i podniosłem lewą brew.
-Czyżbyś zamierzał pójść na targ, gdy jest tam najwięcej ludzi, Smee? –szczerze wątpiłem w zdolność trzeźwego myślenia mojego kompana. Nigdy nie był bystry, ale wydawało mi się, że z wiekiem tylko głupieje.
-Hm… Tak? –mężczyzna szykował się na kolejne uderzenie, ale ja zamiast tego odwróciłem się do załogi, która najwyraźniej postanowiła nie witać swojego kapitana, żeby nie przerywać sobie gry w karty. Zadziwiające jak szybko skończyli sprzątać pokład i przeszli do rozrywek.
-Hej, szczury lądowe! Ci, którzy nie mają nic lepszego do roboty, dla wyjaśnienia dotyczy to was wszystkich, idą na targowisko. Będziecie prażyć się w słońcu, dopóki nie zniknie ostatni kupujący i weźmiecie tyle jedzenia, ile zdołacie tu przytargać –usłyszałem pomruki niezadowolenia i postanowiłem od razu przypomnieć, kto wydaje rozkazy, a kto musi się ich słuchać.- Jeszcze jeden sprzeciw, a zostawię was na lądzie i dopilnuję, żeby zajęła się wami królewska straż.
Załoga zadrżała w przestrachu i szybko zaczęła zmierzać ku wyjściu ze statku. Nikt nie chciał ryzykować spędzenia swoich ostatnich dni w lochach królowej. Dopilnowałem, żeby żaden majtek nie został na pokładzie i zostawiłem  Smee na straży.
Gdy schodziłem na ląd, poczułem mrowienie w miejscu, gdzie kończyła się moja lewa ręka. Podniosłem ją i przyjrzałem się hakowi. Nagle zobaczyłem w nim odbicie blond włosów wyłaniających się zza brązowego kaptura. Odwróciłem się, lecz ujrzałem tylko pusty pokład. Pewnie coś mi się przewidziało, co często mi się zdarza po nocy wypełnionej alkoholem, lecz znałem na to doskonałe lekarstwo.

•••

Najlepszym sposobem na rum jest więcej rumu, więc skierowałem się do tawerny „Czarne fale”, w której spędziłem kilka ostatnich wieczorów. Dla pirata nigdy nie jest za wcześnie na picie. Jednak nim zdążyłem dotrzeć do celu, coś przykuło mój wzrok. Przez środek tłumu przeciskała się sylwetka w pelerynie, z której wystawały złociste włosy. Dokładnie to samo odbicie zobaczyłem w haku i jednocześnie uświadomiłem sobie, że znam tę osobę.
Powróciło do mnie wspomnienie kobiety, z którą spędziłem niedawno noc. Niezwykle mgliste wspomnienie, ponieważ rum zbytnio uderzył mi do głowy. Rano nie zastałem jej przy moim boku, tylko obudziłem się z bolącą szczęką na podłodze mojej kajuty. Szukałem jej, lecz nie przebywała w żadnym z barów, które nierzadko odwiedzałem, więc zająłem moim hobby. Rumem. Inne kobiety jakoś przestały mnie interesować. Teraz, gdy nadarzyła się okazja ponownego spotkania z nieznajomą, postanowiłem ją wykorzystać.
Kobieta wycofywała się na skraj bazaru, więc przyśpieszyłem i okrążyłem go w nadziei, że dotrę tam przed nią. Była tak skupiona na swoich krokach, że nawet mnie nie zauważyła. Nadal się cofała, gdy nagle wpadła na mnie. Zaskoczona odwróciła się i podniosła głowę. Szeroko otworzyła swoje przerażone zielone oczy. Mój zabójczy wygląd musiał zaprzeć jej dech w piersiach, ale z całą pewnością to była ta sama blond piękność, która już raz mnie uwiodła.
-Ahoj, piękna. Tęskniłaś? –zapytałem, podnosząc jeden kącik ust do góry. Gdy pierwsza fala szoku minęła, dziewczyna spuściła nisko głowę i ledwo słyszalnym głosem odpowiedziała:
-Wątpię, żebyśmy się znali –zaczęła się oddalać, lecz chwyciłem ją w talii i przyciągnąłem do siebie, równocześnie zmuszając ją tym do ponownego spojrzenia na mnie. Próbowała się wyrywać, ale byłem od niej silniejszy.
-Aye, spotkaliśmy się już i wyraz twojej twarzy podpowiada mi, że doskonale to pamiętasz. W przeciwieństwie do mnie… -Przez chwilę szukała wyjścia z sytuacji, lecz potem wyraz jej twarzy się zmienił. Zamiast stawiać opór, przybliżyła się do mnie. Uśmiechnęła się z przekąsem i wspięła na palce tak, że byliśmy sobie równi. Jej oczy zabłysły, gdy zbliżała swoją twarz do mojej. Jej uśmiech był jeszcze większy, gdy wyszeptała prosto w moje usta:
-Wybacz, ale nie zadaję się z piratami. –Z ogromną siłą uderzyła mnie czymś twardym i nadepnęła mi na nogę niezwykle twardym obcasem, tak że rozległo się chrupnięcie. Puściłem ją i chwyciłem moja stopę, podczas gdy ona uciekła do lasu.
Opuściłem ze złością nogę i od razu tego pożałowałem. Ból tylko się nasilił.
Najprawdopodobniej miałem złamaną jakąś kość, a moja duma z całą pewnością ucierpiała. Przybrałem typową dla Piotrusia Pana postawę i zorientowałem się, że mój miecz nie znajdował się już u mego boku. Ta kobieta, musiała go zabrać! Uderzenie mnie to jedno, ale okradanie mnie… Tego nie mogłem zlekceważyć. Ruszyłem w stronę lasu za hardą pięknością, która stanowiła dla mnie wielką tajemnicę. Zawsze pociągały mnie takie kobiety. Czułem, że zapowiada się z nią świetna zabawa.

•••

Gdy już ją dogoniłem, postanowiłem nie wyłaniać się z mojej kryjówki, którą stanowiły krzewy. Kobieta zdjęła już kaptur, a fale blond włosów gładko układały się na jej plecach. Szła szybko, przemierzając leśnie poszycie, a ja z obolałą stopą ledwo mogłem za nią nadążyć. Wyraźnie wiedziała dokąd zmierza, ale była czymś zdenerwowana, ponieważ co jakiś czas kopała kamienie, które wpadały jej pod nogi. Czułem się dziwnie obserwując ją. Na początku byłem na nią wściekły, teraz zaczęła mnie interesować. Zdecydowanie miała w sobie coś niesamowitego.
W pewnym momencie zaczęła mówić sama do siebie. Jedno słowo wypowiedziała głośniej, a brzmiało ono: Rumpelstiltskin. Nie miałem czasu, by zastanowić się, po co miałaby wzywać Mrocznego, bo z chmury czarnego dymu wyłonił się właśnie on.
Wściekłość i euforia ogarnęły mój umysł. Zanim zdążyłem pomyśleć, wybiegłem z krzaków z wyciągniętym przed siebie hakiem, ponieważ mój miecz był w posiadaniu kobiety, która stała obok. Miałem zamiar zatopić go głęboko w piersi Krokodyla, lecz zanim to zrobiłem, mój wróg podniósł mnie w powietrzu i zaczął dusić za pomocą czarów. Próbowałem się wyrywać, ale byłem jak sparaliżowany. Mogłem wcześniej przypomnieć sobie, że zawsze będzie miał nade mną przewagę z powodu swojej czarnej magii. Spojrzałem na piękność, za którą podążałem i patrzyłem jak jej twarz wypełnia przerażenie.
-NIE! PRZESTAŃ! –krzyknęła. Podbiegła do czarnoksiężnika i próbowała skupić jego uwagę na sobie, podczas gdy ja zaczynałem walczyć o powietrze –Posłuchaj mnie!
-A czemu niby miałbym cię posłuchać? –zapytał Mroczny, odwracając wzrok ode mnie i skupiając go na blondynce.
-Bo jeśli tego nie zrobisz, już nigdy nie zobaczysz swojego syna. – W oczach mężczyzny zapłonęła złość, lecz również zaciekawienie. Może jeszcze miałem szansę na przeżycie.
-Wszystko ci wytłumaczę, tylko go puść!
Krokodyl bardzo długą jak dla mnie chwilę zastanawiał się, lecz w końcu opuścił rękę i ciężko upadłem na ziemię, próbując złapać oddech. Gdy moje płuca próbowały znów napełnić się powietrzem, usłyszałem jakiś ruch koło mnie. Gdy podniosłem głowę zobaczyłam stojącą nade mną blond piękność. Ostatnie, co pamiętam, to jej pięść uderzająca mnie w lewą stronę głowy.


∞∞∞

••• - większy odstęp czasowy 
▲▲▲ - zmiana narratora
∞∞∞ - koniec rozdziału

sobota, 2 lipca 2016

Prolog

-Myślisz, że możesz zmienić przyszłość, ale możesz ją pogorszyć. Też go kochałam, chciałam go uratować. Umarł jako bohater, nie możesz mu tego odebrać. Musisz wypić eliksir! Musisz zapomnieć o wszystkim, co ci właśnie powiedziałam- Rumpelstiltskin jeszcze przez chwilę przypatrywał się mojej twarzy, po czym przyłożył buteleczkę do ust i wypił miksturę, znikając razem z różdżką w chmurze dymu.
Otarłam łzy i odwróciłam się twarzą do portalu, szykując się do powrotu do domu. Jednak portalu już nie było, zamknął się. Znikł… Jeszcze jedna łza spłynęła po moim policzku, lecz nie miałam zamiaru zostać tu i czekać na cud. W moim świecie cuda się nie zdarzają, a spotkanie z rodziną poczeka. Muszę odnaleźć Mrocznego i znowu poprosić go o pomoc. Mam już moje moce, a z różdżką ponownie otworzę przejście. Tylko jak ja mam się wydostać z tej przeklętej krypty?!

∞∞∞