Odwróciłam się od
bezwładnego ciała pirata i rozprostowałam palce prawej ręki. Musiałam działać
szybko, a oszołomienie było jedynym sposobem, by powstrzymać go od ponownego
rzucenia się na Mrocznego, którego twarz wyrażała teraz jeszcze większe
zaciekawienie. Mnie z kolei zastanawiało, czemu Hook chciał go zaatakować, gdy
wiedział, że nie miał najmniejszych szans. Zawsze myślałam, że mimo wszystko
jest bystry, może nawet mądry, ale najwyraźniej dużo musiało się zmienić do
naszego pierwszego spotkania. Odwróciłam się do Golda i odkryłam, że zdążył się
przybliżyć do mnie na niebezpieczną odległość wyciągnięcia ręki.
-Widzę, że częściowo
rozwiązałaś mój jeden problem, ale nadal pozostajesz ty- wskazał na mnie
swoim placem, pokrytym zielonkawą, chropowatą skóra, prawie dotykając mojej
twarzy. Wiedziałam, jakie pytanie zaraz padnie, ale i tak z trudem wydusiłam z
siebie odpowiedź.- Co niby wiesz o moim synu?
-Jego imię to
Baelfire. Planujesz rzucić klątwę, aby go odnaleźć- postanowiłam dokładnie
odtworzyć naszą rozmowę sprzed kilku dni. Jeśli wtedy mi zaufał, teraz też to
zrobi. Znając jego dalsze pytania, nie miałam zamiaru marnować czasu. -Nie, nie
jestem żadną czarownicą. Jestem tą, która łamie klątwę. Jestem owocem
prawdziwej miłości. Twój plan się uda. Klątwa zostanie rzucona, a ja ją złamię.
Przybyłam z przyszłości.
Mroczny zdawał się
powoli analizować każdą z moich odpowiedzi, przy czym zamarł z uniesionymi
rękoma. Po chwili spojrzał na mnie podejrzliwie i spytał:
-Czy my… czy my
kiedyś przeprowadzaliśmy podobną rozmowę?
-Tak, ale wypiłeś
eliksir, który sprawił, że o tym zapomniałeś. Mogę ci wszystko opowiedzieć,
jeśli tylko przyrzekniesz, że go nie skrzywdzisz- powiedziałam i wskazałam na
Hooka. Na jego twarzy zdążył już powstać piękny, duży siniak. Wiedziałam, że
proszę Mrocznego o dużą przysługę, zważając na ich relacje w tych czasach, ale
nie mogłam go tutaj po prostu zostawić.
-Taak. Widzisz to
będzie trochę trudne. Nasza historia nakazuje mi od razu sprawić mu
najboleśniejszą ze śmierci…
-Ale chyba wolałbyś
nie mieszać w kontinuum czasoprzestrzennym?
Rumpelstiltskin
wodził wzrokiem ode mnie do swojego odwiecznego wroga, który był teraz taką
łatwą zdobyczą. Rozważał moją propozycję bardzo niechętnie, ale w końcu na nią
przystał.
-Niech ci będzie.
Pirat może żyć. Na razie. I jeśli pozwolisz, przeniesiemy się do bardziej
ustronnego miejsca od tego lasku- powiedział, a ja kiwnęłam głową. Mężczyzna machnął rękoma i zamienił nas w
kłęby dymu. Mimo że widziałam wiele razy jak to robi, nagle zastanowiło mnie z
jaką łatwością może przywołać do siebie magię. Może miało to związek z
posiadaniem mroku w sercu, z którym była połączona magia, ale przecież Regina
równie dobrze radziła sobie w tej sztuce, a to on ją uczył. Postanowiłam, że
później go o to spytam, jeśli będę miała trochę czasu przed powrotem do
Storybrooke.
Na szczęście podróże
w przestrzeni były bezbolesne, jeśli to nie ty korzystasz z magii, więc
bezpiecznie zmaterializowaliśmy się w wielkiej sali, która stanowiła salon w
zamku Mrocznego. Była obwieszona gobelinami, a wszystkie okna były otwarte,
więc mogłam podziwiać niesamowity zachód słońca. Nagle usłyszałam głośny huk.
To bezwładne ciało pirata ciężko uderzyło o drewnianą podłogę. Podejrzewałam, że
dzisiejszy dzień nie skończy się dla niego tylko jednym siniakiem. Skrzywiłam
się, ale na razie nie miałam zamiaru się
nim przejmować, póki był nieprzytomny. Miałam przed sobą rozmowę z Goldem,
która musiała przebiec dokładnie według mojego planu.
Odwróciłam spojrzenie
od Hooka i rozejrzałam się po sali. Zauważyłam, że Rumple usiadł już przy
długim stole, który stał pod oknami i gestem wskazuje im krzesło naprzeciwko
niego. Gdy już na nim usiadłam, mężczyzna skinął głową, oparł łokcie na stole i
połączył palce.
-Teraz możesz mi
wszystko opowiedzieć. Najlepiej od samego początku.
Tak też zrobiłam.
∞∞∞
••• - większy odstęp czasowy
▲▲▲ - zmiana narratora
∞∞∞ - koniec rozdziału