sobota, 9 lipca 2016

Rozdział 1.

Nie spodziewałam się, że szybko znajdę wyjście z krypty, jeśli takowe w ogóle istniało. Po dokładnych oględzinach dolnego poziomu nie zauważyłam nawet schodów, umożliwiających przedostanie się na wyższe piętra. Pozostała mi tylko wspinaczka, która nie była ani komfortowa, ani łatwa, zważywszy na to, że miałam na sobie jeansy i skórzaną kurtkę.
 Gdy dotarłam do pierwszej kondygnacji, spostrzegłam, że nie panuje tu taki bałagan, jak na dole. Półka była wąska, a sufit prawie dotykał czubka mojej głowy. Na ścianach były zawieszone pochodnie, które nie dawały ani światła, ani ciepła, wręcz przeciwnie. Sprawiały wrażenie jakby zabierały jasność z krypty, mimo że intensywnie płonęły. Na środku każdej ze ścian znajdowały się kraty, za którymi występował mrok. Postanowiłam nie sprawdzać, co tkwi w środku, ponieważ pamiętałam słowa Mrocznego. Trzymał tam magię, której nawet on sam się bał, więc rozsądnie by było, gdybym ja też trzymała się od niej z daleka.
Penetrowałam każde piętro w poszukiwaniu czegokolwiek, co mogłoby mi pomóc. Nie byłam do końca pewna, na co mam zwracać uwagę, lecz na ostatniej półce zobaczyłam coś, co sprawiło, że moja nadzieja powróciła. Przede mną stały masywne drewniane drzwi. Wątpiłam, żeby było to wyjście z krypty, lecz nagle poczułam dziwną potrzebę, żeby je otworzyć. Pragnienie to było tak silne, że chwyciłam za klamkę i mocno szarpnęłam. Widok okazał się być bardziej przerażający niż ciemność za kratami.
Za drzwiami znajdował się dziecięcy pokój. Na środku ustawione było piękne, obite niebieską skóra łóżeczko, nad którym zawieszone były kryształowe jednorożce, odbijające nawet najmniejsze promienie świetlne, rzucając tęczowe cienie na ściany. Ozdobny, kolorowy dywan pokrywał większość podłogi, a na nim porozrzucane były różnorakie pluszowe zabawki. Wyjście na balkon zdobiły barwne witraże, a sklepienie, podtrzymywane przez kolumny, przypominało letnie niebo. W lewym kącie komnaty znajdowała się magiczna szafa, która nadal promieniowała mocą. Nagle przypomniałam sobie, że znam ten pokój. Ostatni raz gdy go widziałam był zniszczony, zawalony gruzami zamku i w niczym nie przypominał tego, na co teraz spoglądałam. Teraz był jasny. Za jasny. Zdawało mi się, że im dłużej będę na niego patrzeć, tym większą dziurę pozostawi w moim sercu. To pomieszczenie przypominało mi o wszystkim, czego nie doświadczyłam. W tamtym życiu byłabym księżniczką. Z rodzicami, którzy nigdy by mnie nie opuścili.
Nagle usłyszałam śmiech dziecka i wydawało mi się, że coś poruszyło się w kołysce. Chciałam do niej podejść, lecz z sufitu zaczęła wypełzać strużka czarnego jak smoła dymu. Przyglądałam jej się przez chwilę. Wołała mnie. Chciała, żebym podeszła. Żebym jej dotknęła. Zrobiłam jeden krok naprzód, ale coś mnie oślepiło. Światło wpadające do pokoju przez otwarte drzwi balkonowe odbiło się od jednego z jednorożców i trafiło mnie w oko. Odwróciłam wzrok od kryształu i zmrużyłam oczy. Gdy znów spojrzałam na ciemną mgłę, ogarnęła mnie nienawiść. Do moich uszu znów doszedł śmiech, tym razem dorosłych osób. Zaczęłam się cofać, a dym przesuwał się szybciej w moją stronę. Szybko zatrząsnęłam drzwi i oparłam się o nie. Uczucie nienawiści zaczęło słabnąć, lecz zdałam sobie sprawę, że wcale nie było ono skierowane do niewyjaśnionej ciemności. Ono dotyczyło moich rodziców.
Przed kilkoma godzinami nie mogłam się doczekać spotkania z nimi, ale teraz wcale za nimi nie tęskniłam. W mojej głowie znowu pojawiły się pytania. Czy mogę im zaufać, że mnie tym razem nie porzucą? Ludzie zostawiali mnie przez całe moje życie. Neal, Mary Margaret, David… Co sprawi, że tym razem będzie inaczej? Mimo że nienawiść już mnie opuściła, pytania zostały, kłębiąc się w moim umyśle. Po chwili przyszły też odpowiedzi. Nie będzie inaczej, znów mnie porzucą. Zostawią zupełnie samą. Ale tym razem będę miała Henry’ego. Wyjadę z nim do Nowego Jorku i tym razem naprawdę zaczniemy od nowa. Tym razem nikt mnie nie porzuci, ja porzucę ich.
Lecz nadal muszę dostać się do Golda, więc zostawiłam te myśli i skupiłam się na swoim zadaniu. Teraz moją jedyną szansą na wydostanie się z krypty była moja magia. Magia zawsze ma swoją cenę, ale musiałam zaryzykować.
Skupiłam się i zamknęłam oczy. Poczułam moc budzącą się w moim ciele, lecz była za słaba, żeby się wydostać. Zmarszczyłam czoło, zacisnęłam pięści i przypomniałam sobie, czego nauczyła mnie Regina. Instynkt lub silne emocje pomogą. Mój instynkt był w tej sytuacji za słaby, zostały uczucia. Skupiłam się na złości, którą przed chwilą czułam i w końcu to uczucie wypełniło mnie całą.  Przeszłość zawsze będzie mnie prześladować, ale daje mi również siłę. Mimowolnie jeszcze jedna łza stoczyła się po moim policzku, zanim zorientowałam się, że moje otoczenie się zmieniło. Znajdowałam się w gęstym lesie. Korony wysokich drzew przysłaniały niebo, ale wiedziałam, że jest jeszcze dzień. Słyszałam głosy rozmów dobiegające z nieopodal.
Zakręciło mi się w głowie i musiałam usiąść. Zdałam sobie sprawę, że od wielu godzin nie miałam nic w ustach, a na dodatek transportowanie się jest bardziej wykańczające niż rozpalenie ogniska czy odbudowanie mostu. Oparłam głowę na zimnej korze i szybko stworzyłam plan działania. Musiałam znowu ukraść ubrania oraz trochę jedzenia i może jakąś broń, na wypadek gdyby komuś przyszło do głowy mnie atakować. Oddychałam głęboko, skupiając się na wyrównaniu pulsu, żeby po chwili wstać bez zawrotów głowy. Następnie skierowałam się w stronę, z której dobiegały dźwięki, świadczące o obecności ludzi.

•••

Tym razem udało mi się zdobyć wygodniejszą suknię. Miała podobny krój do poprzedniej, lecz sznurowany gorset nie zaciskał się tak mocno na moich żebrach, a spódnica była jakby lżejsza, mimo że nadal zajmowała dużo miejsca. Oprócz białych koronek, które zwieńczały średniej długości rękawy, cały strój był zrobiony z ciemnobordowego materiału, który kontrastował z moimi blond włosami. Całość dopełniała ciemnobrązowa peleryna z kapturem. Próbowałam również znaleźć jakiś miecz lub chociaż sztylet, na pistolet nie miałam co liczyć, lecz nic takiego nie leżało pośrodku wioski, czekając aż je zauważę. Kradnąc ubrania podsłuchałam rozmowę dwóch kobiet o targu przy porcie. Tam postanowiłam spróbować swojego szczęścia w znalezieniu broni oraz jedzenia. Wodę podkradłam z jednego z wiader, wyciągniętych ze studni. Nie smakowała jak ta butelkowana i była mętna, ale miałam nadzieję, że się nią nie zatruję.
Droga nie była długa, lecz ścieżką, którą szłam, przechodziło wiele osób, więc często musiałam ukrywać się pośród drzew. Samotna kobieta wędrująca pośrodku lasu nie mogła czuć się bezpiecznie, szczególnie jeśli nie mogła być przez kogokolwiek zauważona. Gdy w końcu dotarłam do celu, schowałam wszystkie włosy, tak by nie było ich widać. Ich kolor był dość wyrazisty, a ja nie chciałam zwracać na siebie większej uwagi. Nikt nie mógł mnie ujrzeć, dopóki nie zniekształcało mnie żadne zaklęcie. Na szczęście niedługo nie będę już musiała się tym przejmować, gdy Gold pomoże mi wrócić do teraźniejszości. Trzymając się tej myśli, stanęłam na skraju lasu i przyjrzałam się targowisku.
Mimo że, jak się okazało, słońce chyliło się już ku zachodowi, nadal przebywało tu dużo ludzi. W powietrzu unosił się zapach ryb, a w oddali zobaczyłam kilka prowizorycznych łódek. Stragan nie zajmował wiele miejsca, więc gdy zaczęłam przeciskać się w tłumie, ledwie mogłam oddychać, częściowo utrudniał to mój ubiór. Gdy odnalazłam stanowisko z owocami, które były jeszcze zdatne do zjedzenia, zakręciłam się wokół niego i niepostrzeżenie schowałam kilka owoców do kieszeni zrobionej z mojej skórzanej kurtki, która zawiązałam w talii tak, by nie było jej widać. Szczęśliwie jej kolor częściowo pokrywał się z kolorem sukni, więc nie było to trudne, tak samo jak kradzież. Miałam dobrych nauczycieli. Poza tym moje zadanie było na dodatek ułatwione, bo w Zaczarowanym Lesie nie było kamer ani ochrony, a straganiarze musieli radzić sobie sami.
 Napchałam moją kieszeń do pełna i powoli wycofałam się z centrum zgiełku. Idąc, zaczęłam rozglądać się za bronią, nadal zwieszając głowę jak najniżej się dało.

▲▲▲

-Smee! Smee! –krzyknąłem, mrużąc oczy, gdy wychodziłem na pokład Jolly Rogera.
-Tak, kapitanie? –zapytał przysadzisty mężczyzna, zdejmując swoją idiotyczną czerwoną czapkę i ukazując łysiejącą głowę.
-Powiedz mi, czemu twój kapitan obudził się, mimo że słońce dopiero zaczyna zachodzić?
-Ja… Ja nie wiem, kapitanie –odpowiedział Smee i zaczął nerwowo bawić się nakryciem głowy, spuszczając wzrok.
-Ponieważ byłeś na tyle głupi, żeby kazać tym szczurom walić miotłami w pokład! I patrz się na mnie, kiedy do ciebie mówię –trzepnąłem go po głowie i przeszedłem na dziób statku. Mężczyzna podążył za mną i przystanął z tyłu.
-Czy wszystko już gotowe do wypłynięcia? –spytałem, wpatrując się w ocean, którego leniwe fale kołysały lekko statkiem.
-Prawie, kapitanie. Mamy pewne braki w żywności i właśnie mieliśmy je uzupełnić na targu… -odwróciłem się do niego i podniosłem lewą brew.
-Czyżbyś zamierzał pójść na targ, gdy jest tam najwięcej ludzi, Smee? –szczerze wątpiłem w zdolność trzeźwego myślenia mojego kompana. Nigdy nie był bystry, ale wydawało mi się, że z wiekiem tylko głupieje.
-Hm… Tak? –mężczyzna szykował się na kolejne uderzenie, ale ja zamiast tego odwróciłem się do załogi, która najwyraźniej postanowiła nie witać swojego kapitana, żeby nie przerywać sobie gry w karty. Zadziwiające jak szybko skończyli sprzątać pokład i przeszli do rozrywek.
-Hej, szczury lądowe! Ci, którzy nie mają nic lepszego do roboty, dla wyjaśnienia dotyczy to was wszystkich, idą na targowisko. Będziecie prażyć się w słońcu, dopóki nie zniknie ostatni kupujący i weźmiecie tyle jedzenia, ile zdołacie tu przytargać –usłyszałem pomruki niezadowolenia i postanowiłem od razu przypomnieć, kto wydaje rozkazy, a kto musi się ich słuchać.- Jeszcze jeden sprzeciw, a zostawię was na lądzie i dopilnuję, żeby zajęła się wami królewska straż.
Załoga zadrżała w przestrachu i szybko zaczęła zmierzać ku wyjściu ze statku. Nikt nie chciał ryzykować spędzenia swoich ostatnich dni w lochach królowej. Dopilnowałem, żeby żaden majtek nie został na pokładzie i zostawiłem  Smee na straży.
Gdy schodziłem na ląd, poczułem mrowienie w miejscu, gdzie kończyła się moja lewa ręka. Podniosłem ją i przyjrzałem się hakowi. Nagle zobaczyłem w nim odbicie blond włosów wyłaniających się zza brązowego kaptura. Odwróciłem się, lecz ujrzałem tylko pusty pokład. Pewnie coś mi się przewidziało, co często mi się zdarza po nocy wypełnionej alkoholem, lecz znałem na to doskonałe lekarstwo.

•••

Najlepszym sposobem na rum jest więcej rumu, więc skierowałem się do tawerny „Czarne fale”, w której spędziłem kilka ostatnich wieczorów. Dla pirata nigdy nie jest za wcześnie na picie. Jednak nim zdążyłem dotrzeć do celu, coś przykuło mój wzrok. Przez środek tłumu przeciskała się sylwetka w pelerynie, z której wystawały złociste włosy. Dokładnie to samo odbicie zobaczyłem w haku i jednocześnie uświadomiłem sobie, że znam tę osobę.
Powróciło do mnie wspomnienie kobiety, z którą spędziłem niedawno noc. Niezwykle mgliste wspomnienie, ponieważ rum zbytnio uderzył mi do głowy. Rano nie zastałem jej przy moim boku, tylko obudziłem się z bolącą szczęką na podłodze mojej kajuty. Szukałem jej, lecz nie przebywała w żadnym z barów, które nierzadko odwiedzałem, więc zająłem moim hobby. Rumem. Inne kobiety jakoś przestały mnie interesować. Teraz, gdy nadarzyła się okazja ponownego spotkania z nieznajomą, postanowiłem ją wykorzystać.
Kobieta wycofywała się na skraj bazaru, więc przyśpieszyłem i okrążyłem go w nadziei, że dotrę tam przed nią. Była tak skupiona na swoich krokach, że nawet mnie nie zauważyła. Nadal się cofała, gdy nagle wpadła na mnie. Zaskoczona odwróciła się i podniosła głowę. Szeroko otworzyła swoje przerażone zielone oczy. Mój zabójczy wygląd musiał zaprzeć jej dech w piersiach, ale z całą pewnością to była ta sama blond piękność, która już raz mnie uwiodła.
-Ahoj, piękna. Tęskniłaś? –zapytałem, podnosząc jeden kącik ust do góry. Gdy pierwsza fala szoku minęła, dziewczyna spuściła nisko głowę i ledwo słyszalnym głosem odpowiedziała:
-Wątpię, żebyśmy się znali –zaczęła się oddalać, lecz chwyciłem ją w talii i przyciągnąłem do siebie, równocześnie zmuszając ją tym do ponownego spojrzenia na mnie. Próbowała się wyrywać, ale byłem od niej silniejszy.
-Aye, spotkaliśmy się już i wyraz twojej twarzy podpowiada mi, że doskonale to pamiętasz. W przeciwieństwie do mnie… -Przez chwilę szukała wyjścia z sytuacji, lecz potem wyraz jej twarzy się zmienił. Zamiast stawiać opór, przybliżyła się do mnie. Uśmiechnęła się z przekąsem i wspięła na palce tak, że byliśmy sobie równi. Jej oczy zabłysły, gdy zbliżała swoją twarz do mojej. Jej uśmiech był jeszcze większy, gdy wyszeptała prosto w moje usta:
-Wybacz, ale nie zadaję się z piratami. –Z ogromną siłą uderzyła mnie czymś twardym i nadepnęła mi na nogę niezwykle twardym obcasem, tak że rozległo się chrupnięcie. Puściłem ją i chwyciłem moja stopę, podczas gdy ona uciekła do lasu.
Opuściłem ze złością nogę i od razu tego pożałowałem. Ból tylko się nasilił.
Najprawdopodobniej miałem złamaną jakąś kość, a moja duma z całą pewnością ucierpiała. Przybrałem typową dla Piotrusia Pana postawę i zorientowałem się, że mój miecz nie znajdował się już u mego boku. Ta kobieta, musiała go zabrać! Uderzenie mnie to jedno, ale okradanie mnie… Tego nie mogłem zlekceważyć. Ruszyłem w stronę lasu za hardą pięknością, która stanowiła dla mnie wielką tajemnicę. Zawsze pociągały mnie takie kobiety. Czułem, że zapowiada się z nią świetna zabawa.

•••

Gdy już ją dogoniłem, postanowiłem nie wyłaniać się z mojej kryjówki, którą stanowiły krzewy. Kobieta zdjęła już kaptur, a fale blond włosów gładko układały się na jej plecach. Szła szybko, przemierzając leśnie poszycie, a ja z obolałą stopą ledwo mogłem za nią nadążyć. Wyraźnie wiedziała dokąd zmierza, ale była czymś zdenerwowana, ponieważ co jakiś czas kopała kamienie, które wpadały jej pod nogi. Czułem się dziwnie obserwując ją. Na początku byłem na nią wściekły, teraz zaczęła mnie interesować. Zdecydowanie miała w sobie coś niesamowitego.
W pewnym momencie zaczęła mówić sama do siebie. Jedno słowo wypowiedziała głośniej, a brzmiało ono: Rumpelstiltskin. Nie miałem czasu, by zastanowić się, po co miałaby wzywać Mrocznego, bo z chmury czarnego dymu wyłonił się właśnie on.
Wściekłość i euforia ogarnęły mój umysł. Zanim zdążyłem pomyśleć, wybiegłem z krzaków z wyciągniętym przed siebie hakiem, ponieważ mój miecz był w posiadaniu kobiety, która stała obok. Miałem zamiar zatopić go głęboko w piersi Krokodyla, lecz zanim to zrobiłem, mój wróg podniósł mnie w powietrzu i zaczął dusić za pomocą czarów. Próbowałem się wyrywać, ale byłem jak sparaliżowany. Mogłem wcześniej przypomnieć sobie, że zawsze będzie miał nade mną przewagę z powodu swojej czarnej magii. Spojrzałem na piękność, za którą podążałem i patrzyłem jak jej twarz wypełnia przerażenie.
-NIE! PRZESTAŃ! –krzyknęła. Podbiegła do czarnoksiężnika i próbowała skupić jego uwagę na sobie, podczas gdy ja zaczynałem walczyć o powietrze –Posłuchaj mnie!
-A czemu niby miałbym cię posłuchać? –zapytał Mroczny, odwracając wzrok ode mnie i skupiając go na blondynce.
-Bo jeśli tego nie zrobisz, już nigdy nie zobaczysz swojego syna. – W oczach mężczyzny zapłonęła złość, lecz również zaciekawienie. Może jeszcze miałem szansę na przeżycie.
-Wszystko ci wytłumaczę, tylko go puść!
Krokodyl bardzo długą jak dla mnie chwilę zastanawiał się, lecz w końcu opuścił rękę i ciężko upadłem na ziemię, próbując złapać oddech. Gdy moje płuca próbowały znów napełnić się powietrzem, usłyszałem jakiś ruch koło mnie. Gdy podniosłem głowę zobaczyłam stojącą nade mną blond piękność. Ostatnie, co pamiętam, to jej pięść uderzająca mnie w lewą stronę głowy.


∞∞∞

••• - większy odstęp czasowy 
▲▲▲ - zmiana narratora
∞∞∞ - koniec rozdziału

sobota, 2 lipca 2016

Prolog

-Myślisz, że możesz zmienić przyszłość, ale możesz ją pogorszyć. Też go kochałam, chciałam go uratować. Umarł jako bohater, nie możesz mu tego odebrać. Musisz wypić eliksir! Musisz zapomnieć o wszystkim, co ci właśnie powiedziałam- Rumpelstiltskin jeszcze przez chwilę przypatrywał się mojej twarzy, po czym przyłożył buteleczkę do ust i wypił miksturę, znikając razem z różdżką w chmurze dymu.
Otarłam łzy i odwróciłam się twarzą do portalu, szykując się do powrotu do domu. Jednak portalu już nie było, zamknął się. Znikł… Jeszcze jedna łza spłynęła po moim policzku, lecz nie miałam zamiaru zostać tu i czekać na cud. W moim świecie cuda się nie zdarzają, a spotkanie z rodziną poczeka. Muszę odnaleźć Mrocznego i znowu poprosić go o pomoc. Mam już moje moce, a z różdżką ponownie otworzę przejście. Tylko jak ja mam się wydostać z tej przeklętej krypty?!

∞∞∞