niedziela, 25 września 2016

Rozdział 2.

Odwróciłam się od bezwładnego ciała pirata i rozprostowałam palce prawej ręki. Musiałam działać szybko, a oszołomienie było jedynym sposobem, by powstrzymać go od ponownego rzucenia się na Mrocznego, którego twarz wyrażała teraz jeszcze większe zaciekawienie. Mnie z kolei zastanawiało, czemu Hook chciał go zaatakować, gdy wiedział, że nie miał najmniejszych szans. Zawsze myślałam, że mimo wszystko jest bystry, może nawet mądry, ale najwyraźniej dużo musiało się zmienić do naszego pierwszego spotkania. Odwróciłam się do Golda i odkryłam, że zdążył się przybliżyć do mnie na niebezpieczną odległość wyciągnięcia ręki.
-Widzę, że częściowo rozwiązałaś mój jeden problem, ale nadal pozostajesz ty- wskazał  na mnie swoim placem, pokrytym zielonkawą, chropowatą skóra, prawie dotykając mojej twarzy. Wiedziałam, jakie pytanie zaraz padnie, ale i tak z trudem wydusiłam z siebie odpowiedź.- Co niby wiesz o moim synu?
-Jego imię to Baelfire. Planujesz rzucić klątwę, aby go odnaleźć- postanowiłam dokładnie odtworzyć naszą rozmowę sprzed kilku dni. Jeśli wtedy mi zaufał, teraz też to zrobi. Znając jego dalsze pytania, nie miałam zamiaru marnować czasu. -Nie, nie jestem żadną czarownicą. Jestem tą, która łamie klątwę. Jestem owocem prawdziwej miłości. Twój plan się uda. Klątwa zostanie rzucona, a ja ją złamię. Przybyłam z przyszłości.
Mroczny zdawał się powoli analizować każdą z moich odpowiedzi, przy czym zamarł z uniesionymi rękoma. Po chwili spojrzał na mnie podejrzliwie i spytał:
-Czy my… czy my kiedyś przeprowadzaliśmy podobną rozmowę?
-Tak, ale wypiłeś eliksir, który sprawił, że o tym zapomniałeś. Mogę ci wszystko opowiedzieć, jeśli tylko przyrzekniesz, że go nie skrzywdzisz- powiedziałam i wskazałam na Hooka. Na jego twarzy zdążył już powstać piękny, duży siniak. Wiedziałam, że proszę Mrocznego o dużą przysługę, zważając na ich relacje w tych czasach, ale nie mogłam go tutaj po prostu zostawić.
-Taak. Widzisz to będzie trochę trudne. Nasza historia nakazuje mi od razu sprawić mu najboleśniejszą ze śmierci…
-Ale chyba wolałbyś nie mieszać w kontinuum czasoprzestrzennym?
Rumpelstiltskin wodził wzrokiem ode mnie do swojego odwiecznego wroga, który był teraz taką łatwą zdobyczą. Rozważał moją propozycję bardzo niechętnie, ale w końcu na nią przystał.
-Niech ci będzie. Pirat może żyć. Na razie. I jeśli pozwolisz, przeniesiemy się do bardziej ustronnego miejsca od tego lasku- powiedział, a ja kiwnęłam głową.  Mężczyzna machnął rękoma i zamienił nas w kłęby dymu. Mimo że widziałam wiele razy jak to robi, nagle zastanowiło mnie z jaką łatwością może przywołać do siebie magię. Może miało to związek z posiadaniem mroku w sercu, z którym była połączona magia, ale przecież Regina równie dobrze radziła sobie w tej sztuce, a to on ją uczył. Postanowiłam, że później go o to spytam, jeśli będę miała trochę czasu przed powrotem do Storybrooke.
 Na szczęście podróże w przestrzeni były bezbolesne, jeśli to nie ty korzystasz z magii, więc bezpiecznie zmaterializowaliśmy się w wielkiej sali, która stanowiła salon w zamku Mrocznego. Była obwieszona gobelinami, a wszystkie okna były otwarte, więc mogłam podziwiać niesamowity zachód słońca. Nagle usłyszałam głośny huk. To bezwładne ciało pirata ciężko uderzyło o drewnianą podłogę. Podejrzewałam, że dzisiejszy dzień nie skończy się dla niego tylko jednym siniakiem. Skrzywiłam się, ale  na razie nie miałam zamiaru się nim przejmować, póki był nieprzytomny. Miałam przed sobą rozmowę z Goldem, która musiała przebiec dokładnie według mojego planu.
Odwróciłam spojrzenie od Hooka i rozejrzałam się po sali. Zauważyłam, że Rumple usiadł już przy długim stole, który stał pod oknami i gestem wskazuje im krzesło naprzeciwko niego. Gdy już na nim usiadłam, mężczyzna skinął głową, oparł łokcie na stole i połączył palce.
-Teraz możesz mi wszystko opowiedzieć. Najlepiej od samego początku.
Tak też zrobiłam.



∞∞∞

••• - większy odstęp czasowy 
▲▲▲ - zmiana narratora
∞∞∞ - koniec rozdziału

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz